Twój e-mail
Zapisz się!
Zapisz się!
Udało się!
Podaj e-mail!

Blog

Tu dowiesz się, jak zrobić stronę internetową.

Chcesz być na bieżąco?

jak linki wpływają na pozycjonowanie i czym różni się dofollow od nofollow

Deadline – termin dobrze znany nie tylko osobom zajmującym się tworzeniem stron internetowych, ale chyba wszystkim reprezentantom branży kreatywnej. Niestety, u większości z nas, samo sformułowanie powoduje ciarki na plecach. Czy jednak można w jakikolwiek sposób polubić te nieszczęsne terminy? Albo chociaż „oswoić” niczym dzikie, groźne zwierzęta?

 

Przecież chyba nie sposób bez nich funkcjonować, więc może lepiej się z nimi zaprzyjaźnić?

 

 

Na polu terminowości nie ma ludzi bez skazy – każdemu z nas, rzadziej lub częściej, zdarza się przekroczyć jakiś deadline. Niemniej jednak, jeden czy dwa zawalone terminy nie czynią tragedii, ale dziesięć owszem - taki wynik może spowodować mały Armagedon. Tracimy czas, nerwy, zaufanie Klientów a w efekcie pieniądze i dobrą opinię. Tym bardziej że naginanie terminów działa niczym reakcja łańcuchowa – poleci jeden, dalej drugi i trzeci, a za nimi i kolejne.

 

Zawalony deadline to problem, a kwestią podstawową jest to z czego to wynika? Gdzie przecieka nam czas, którego nam potem brakuje?

Oczywiście – może być (i nieraz jest!) wina osoby realizującej zlecenie. Rozpraszanie się, źle realizowana wielozadaniowość, błędnie skalkulowany czas czy realizacja zbyt wielu projektów na raz. To oczywiście odpowiedź najprostsza, ale nie zawsze trafna.Z

 doświadczenia własnego i dziesiątek innych osób z szeroko rozumianej branży, wiemy, że bardzo często wina nie leży po naszej stronie, a niestety po stronie klienta czyli zleceniodawcy. Często są to osoby kompletnie nie rozumiejące procesu tworzenia i realizacji ich zleceń. Swoimi zachowaniami potrafią przez to w znaczący sposób przedłużyć to ile zajmujemy się danym projektem, a wtedy już tylko krok do „witaj deadlinie, dawno się nie widzieliśmy”.

 

Strata czasu (a więc i pieniędzy) z winy klientów to niestety sytuacja niekomfortowa – bo niezależna od nas. Dużo lepiej czujemy się, gdy terminy i ich dotrzymanie zależy tylko od nas samych. Wtedy jesteśmy przysłowiowymi panami swego losu.

 

Gdzie najczęściej klienci potrafią nam przepalić czas i przez to opóźnić projekt?
I najważniejsze – czy i co możemy z tym zrobić?

 

Nieświęci klienci

 

Większość klientów nie lubi czekać i traktuje terminy, jak rzecz świętą. Oczywiście o ile ich dopięcie leży w gestii obsługującej ich firmy lub freelancera. W drugą stronę często zdarza się, że obowiązują inne zasady i klienci terminowość traktują ze swojej strony mało poważnie. 
Oto kilka sytuacji, w których klienci mają częste problemy z czasem. 

 

Ach, te faktury, przelewy, płatności

Na opóźnienia w płatnościach klienci potrafią mieć mnóstwo różnych wymówek, a to przecież nic innego, jak poważna „skucha” na polu terminowości. Niestety taki brak subordynacji może mieć bardzo przykre skutki zarówno dla dużej firmy, jak i dla freelancera. Wszak problemy z płynnością finansową to wciąż bolączka polskich biznesów.

Poza tym ciężko o komfortową pracę w takiej sytuacji. Wyobraźmy sobie, że pracujemy pół miesiąca nad projektem rozbudowanej strony internetowej, który cały czas nie został opłacony a my coraz częściej się zastanawiamy, czy w ogóle dostaniemy za to jakiekolwiek pieniądze? Może klient  się rozmyślił? Albo nie zapłaci nam z jakiegokolwiek innego powodu? Jeszcze gorzej gdy mamy kilka projektów – który realizować najpierw? Ten opłacony czy nie? Nie tylko czas ale i nerwy traci się w takich wypadkach.

Co robić?

Jasno, klarownie i w sposób nie pozostawiający żadnych niedomówień wyjaśnić klientowi – jakiekolwiek opóźnienia w płatnościach (przedpłaty, zaliczki, całość zapłaty – zależy od konkretnej sytuacji) powoduje, że zawieszamy prace nad zleceniem. Zleceniodawca musi mieć 100% świadomość, że od terminowości jego zapłaty zależy termin oddania. Skoro „płacę – wymagam”, to jasne jest, że „nie płacę – nie mam czego wymagać”.

 

Przepraszam, jednak nie dam rady dojechać na dzisiejsze spotkanie

Stare powiedzenie mówi Czas to pieniądz – wszyscy je znają, ale nie wszyscy o nim pamiętają a przede wszystkim nie wszyscy je rozumieją. Tymczasem każda godzina ma swoją wartość – niezależnie czy spędzamy ją przy komputerze tworząc strony internetowe, czy też stojąc w korku jadąc na spotkanie, które summa summarum zostaje odwołane. Pytanie – jak rozliczyć nagminnych przekładaczy spotkań? Jedną z metod jest naliczanie dodatkowych opłat lub traktowanie straconego czasu jako czasu normalnej pracy na rzecz niesumiennego klienta. Znam przypadek trenera zajmującego się organizacją pracy, czasu i procedur u swoich klientów (duże firmy). Za każde odwołane spotkanie wystawia faktury jakby te normalnie się odbyły. I zapewniam – nikt drugi raz już tego spotkania nie przełoży. :)

Tak więc – co robić? Jak wspomniany szkoleniowiec?

Tak! To naprawdę świetna metoda. Edukujemy klienta i jasno mu wykładamy – każdy zawalony przez niego termin to strata. Jego strata: czasu, pieniędzy i nerwów na dokładkę.

 

Maile „błądzące” całymi dniami (albo i tygodniami)

Aby stworzyć stronę internetową niezbędna jest współpraca klienta, najlepiej przez cały proces twórczy. Współpraca to także terminowe dosyłanie materiałów, sprawdzenie wysłanych mu do tego elementów („czy wygląda tak jak pani chciała, czy coś zmieniamy?” – skąd my to znamy) czy po prostu udzielenie nam odpowiedzi na konkretne pytanie.

Tymczasem sam zainteresowany potrafi odkładać w nieskończoność taką odpowiedź czy dostarczenie niezbędnych materiałów. Problem w tym, że takim działaniem (a raczej brakiem działania) opóźnia on realizację całego projektu.

 

Niestety, większość „opóźniaczy” nie rozumie tego związku przyczynowo skutkowego. Potrafią całymi dniami (a w skrajnych przypadkach tygodniami) zwlekać z reakcją. A ta zazwyczaj zajmuje im 5, w porywach do 10 minut. W takich sytuacjach efekt jest taki, że wina (w ich oczach) spada przede wszystkim na twórcę. Beztroska zleceniodawców potrafi doprowadzić do szewskiej pasji.

A do tego widmo zawalonego deadline’u zaczyna nam coraz mocniej pojawiać się na horyzoncie.

Co robić w takim wypadku?

Każdorazowo gdy czegokolwiek potrzebujemy od klienta (materiałów, sprawdzenia, odpowiedzi na pytanie, etc.), musimy mu zadeklarować, że od szybkości zależy czas ukończenia projektu i terminowość zlecenia. Jeśli strona internetowa ma być ukończona na czas – szybkie odpowiadanie i reagowanie jest niezbędne. Warto też już w fazie ustalania szczegółów zlecenia twardo to zakomunikować.

 

Poprawki, popraweczki

Projekt strony internetowej lub jego część oddane do sprawdzenia a w odpowiedzi mail na 5 stron z „kilkoma, małymi poprawkami” (od kiedy 27 to „kilka”?!). Każdy kto pracuje w branży interaktywnej zna taką sytuację. Co ciekawe, bardzo rzadko wynika ona z niedopracowania projektu czy błędów. Zazwyczaj powodem tego jest:

 

  • Zła komunikacja w trakcie procesu twórczego

  • Złe podejście do klienta

 

Problem z komunikacją to często jej zupełny brak. A to duży błąd. Jeśli w trakcie wykonywania projektu raz na parę dni wyślemy klientowi maila, z tym co zostało wykonane, co planujemy i „jak to wygląda” – to korona nam z głowy nie spadnie. Co więcej klient wie wtedy co się dzieje i jeśli nawet podeśle jakieś poprawki to będzie ich 2 czy 3, a nie 20-30. A często jedna zmiana powoduje inne, tak więc najlepszym rozwiązaniem jest stały kontakt z osobą zlecającą.

 

Dużo jednak częściej problemem jest zbyt duża uległość wobec klienta. Podświadomie czujemy, że skoro ktoś nam płaci to ma prawo do ciągłego grymaszenia i wybrzydzania. Poniekąd to prawda  - ale tylko w granicach określonych warunkami współpracy. Jeśli mieliśmy zrobić 4 podstrony na zleconej nam stronie internetowej, a klient na koniec pisze „to może jeszcze byśmy dorzucili ze 2 inne” to albo się nie zgadzamy, albo zgadzamy – ale za dodatkowe pieniądze. Jeśli projekt graficzny został zatwierdzony, a na końcu  klient uznał, że trzeba coś zmienić – jak wyżej. Wiele bowiem poprawek jest zgłaszanych, mimo, że umowa ich nie przewiduje. Najgorzej jeśli to małe rzeczy, bo wtedy się często na to zgadzamy, ale gdy trzeba zrobić kilkanaście czy kilkadziesiąt „niewielkich korekt” okazuje się, że poświęcamy na to dużo czasu. A stąd już tylko krok do zawalonego deadline’u.

Co robimy?

Na początku współpracy jasno wyłuszczamy klientowi, że realizowane i korygowane są wyłącznie rzeczy objęte współpracą.

Nie zgadzamy się w trakcie pracy na dodatkowe zmiany, które nie były przewidziane. Chyba, że klient zechce zapłacić dodatkowo.

 

 

Zlecenia na „teraz, już, natychmiast”

Idealną realizacją (z perspektywy klienta) byłby projekt wykonany niedrogo, o wysokiej jakości i najlepiej „na wczoraj”. Trzeba być jednak realistą. Strony internetowe na wysokim poziomie, wykonane w trybie ekspresowym nie mogą być tanie, a jeśli mają być niedrogie, musi ucierpieć ich jakość. Dopieszczenie wszystkich ich elementów funkcjonalnych i wyglądu z kolei wymaga czasu.

 

Klienci nierozumiejący tej zależności to trudni klienci. Czy na pewno za każdym razem chcemy brać takie zlecenia? Kiedy w podobnym czasie zwala się na głowę, kilka nowych, pilnych projektów, bardzo łatwo zwariować.

Warto zastanowić się, czy gaszenie pożarów i gorączkowe zamykanie projektów jeden za drugim przełoży się dla nas na wymierne korzyści, np. w postaci pieniędzy.

Jeśli nie, to czy warto dawać sobie narzucać taki model pracy? Wiadomo, że każde zlecenie jest cenne, ale ich nadmiar może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego – zawalone terminy, opóźnienia w płatnościach, konieczność spieszenia się z dopięciem zaległości. W efekcie nie możemy wziąć nowych zleceń. Czyli znów wymierna strata.

 

Co robić w takich sytuacjach? W rozmowie z klientami, którzy pilnie potrzebują świetnej witryny, przyda się zdrowa asertywność – nawet jeśli nasza „mała elastyczność” miałaby przyczynić się do utraty zlecenia. Klient musi rozumieć, że dobry projekt wymaga czasu, a „dobra strona internetowa na pojutrze” to kompletna fantasmagoria. Do tego zbyt napięty grafik może spowodować stres, który w efekcie negatywnie wpłynie na naszą kreatywność. A do także przekłada się na jakość naszych działań. 
 

Satysfakcja z zamkniętego projektu

 

Zamknięte zlecenie to nie tylko korzyści finansowe, ale również ogromna satysfakcja i możliwość rozpoczęcia kolejnych zadań.  To także kolejne cenne doświadczenia a także często zadowolony klient, który nas poleci innym.

 

A co pomaga dopiąć projekt?

 

Rola źle kojarzących się deadline’ów jest tutaj bezcenna. Warto rozgraniczyć deadline’y na „dobre” i „złe”. Dobre to te, których dotrzymanie zależy wyłącznie od nas i naszych działań. Wtedy to już tylko „hulaj dusza, piekła nie ma”. Złe to te, na które wpływają czynniki zewnętrzne – czyli klient i wszelkie jego zachowania wymienione wyżej. Nerwy, stres, a na koniec przekroczony deadline: to wszystko skutki takich działań.

 

Aby temu zaradzić i zminimalizować (najlepiej do zera) warto przestrzegać 3 zasad:

 

  1. Jasno, twardo i klarownie tłumaczyć klientowi jak jego działanie wpływa na proces twórczy. Brak płatności, odpisywanie na maila po tygodniu, stawianie nierealnych wymagań – osoba zlecająca projekt musi mieć świadomość, że to powoduje opóźnienia. Żeby ich uniknąć należy takie rzeczy eliminować.

  2. Realne i trzeźwo rozsądkowe podejście – czasem lepiej odpuścić jeden projekt, który klient chciałby mieć „na jutro”, niż wziąć takie zlecenie i przez to zawalić 3 inne.

  3. Asertywnie podchodzić do kontaktów z klientem. Bez zbędnej uległości, zgadzania się na każde zlecenie, a nawet na każdy projekt. No i najlepiej być w kontakcie regularnie, a nie tylko na początku i końcu zlecenia.

 

Życie pokazuje, że wielu przedstawicieli kreatywnych zawodów (z twórcami stron internetowych na czele) ma często problem z przestrzeganiem założonych zawczasu ram czasowych. Optymalizacja czasu i wysiłku jakie wkładamy w realizację projektu – tu moim zdaniem leży jeden ze sposobów na zaradzenie temu problemowi. 

 

Jasne zasady równa się dotrzymany termin

 

Osobom kreatywnym bardzo często problem sprawia usystematyzowanie pracy, a zwłaszcza związanych z nią procedur i zasad współpracy. Wyrobione nawyki zmienić najtrudniej, zwłaszcza gdy jesteśmy freelancerami i sami decydujemy o swoim warsztacie pracy. 
Dlatego też warto jak najmocniej minimalizować wszelkie „opóźniacze”, które przybliżają nas do zawalonego deadline’u. Proponuję zacząć od tych kwestii, na które teoretycznie nie mamy wpływu – czyli od klientów i ich zachowań. Dlaczego „teoretycznie”? Bo jak pokazałem  w artykule, jak najbardziej jest możliwe aby poprzez pracę z klientem i właściwą wobec niego postawę oszczędzić cenny czas. Swój jak i jego.
A wtedy deadline naprawdę przestaje być straszydłem siedzącym pod łóżkiem, które tylko czeka by nas zaatakować w najmniej spodziewanym momencie. 

 

Nie taki deadline straszny jak go malują 

 

Warto więc potraktować deadline’y nie jako dręczyciela uprzykrzającego życie, tylko pomoc w organizacji działań – zwłaszcza wtedy, gdy nie jesteśmy w tej dziedzinie mistrzami. Z upływem czasu można zauważyć, że taka zmiana nastawienia ułatwi pilną pracę, nawet jeśli wcześniej zbliżający się deadline powodował u nas wewnętrzny paraliż.

 

Deadline’y – mało kto za nimi przepada, niemniej jednak każdemu twórcy dają szereg korzyści.

 

Szkoda tylko, że większość z nas docenia je dopiero wtedy, gdy spojrzy na nie z perspektywy czasu. I pamiętajmy, że na tym polu trudno znaleźć osoby nieskazitelne. Warto więc zachować wobec terminów zdrowy dystans – sporadycznie przekroczone deadline’y nie są bowiem tragedią, gorzej, kiedy naginamy praktycznie każdy z nich.

 


 

blog o projektowaniu stron www - autorGrzegorz Ćwik - Marketing Specialist w WebWave CMS

W branży IT i E-commerce od 5 lat. Bada wszelkie możliwe aspekty funkcjonowania projektu pod kątem sprzedażowym i marketingowym, a następnie zastanawia się co może poprawić i zoptymalizować. 
W wolnym czasie chłonie fantastykę, muzykę i dużo biega. 

10 marca 2016

Blog

Darmowe szkolenie z tworzenia stron internetowych 

WYPRÓBUJ ZA DARMO

Wypróbuj nasz kreator stron internetowych i uzyskaj dostęp do darmowego szkolenia. Po rejestracji wyślemy Ci e-maila z linkiem do zapisu na szkolenie on-line. Na godzinnym szkoleniu dowiesz się jak samodzielnie stworzyć swoją stronę internetową!

Deadline - czy można się z nim zaprzyjaźnić?

 

ZACZNIJ TERAZ

PANEL WEBMASTERA

Logowanie

Jeśli zaciekawił Cię ten artykuł, polub nasz profil na Facebooku i na bieżąco otrzymuj informacje o nowych wpisach na blogu!
 

- 50%

WIELKA PROMOCJA NA BLACK FRIDAY!

na Pakiet Premium w WebWave

ODBIERZ RABAT

Kreator stron www WebWave umożliwia tworzenie stron www z pełną swobodą. Strony internetowe możesz tworzyć zaczynając od czystej karty lub wykorzystując szablony www. Strona www bez kodowania? To łatwe - zacznij już teraz.

Panel webmastera

KONTAKT

contact@webwavecms.com
+48 731 395 898

KREATOR

OFERTA

DLA KLIENTÓW

WEBWAVE

MATERIAŁY

Ta strona została stworzona w całości przy użyciu naszego kreatora stron www WebWave. Na tej stronie wykorzystujemy ciasteczka. Dowiedz się więcej.

EN

Zacznij Teraz

RO

Polub nasz profil na Facebooku, aby otrzymywać powiadomienia o nowych funkcjach, postach na blogu, szkoleniach i materiałach edukacyjnych.

POZNAJ NAS BLIŻEJ W SIECI